strona główna
images/b_synod.jpg

Spis treści


sobota - 11 grudnia
Wojtek Nosiwoda. Od pierwszej klasy szkoły podstawowej wołali na niego Tyta, a to dlatego, że na rozpoczęcie szkoły przyszedł z obowiązkową tytą, większą od niego samego.  Największa tyta w szkole.  Marzył, żeby zostać kimś ważnym, wielkim jak tyta z dzieciństwa. Długo nie potrafił pojąć, że ważne rzeczy i sprawy wcale nie muszą wielkie. I nie wszyscy o nich muszą wiedzieć i je widzieć. Ważne by dawać a nie brać.  Żył w czasach, gdy wody nie było w kranach, tylko trzeba ją było przynieść ze studni lub z rzeki. Zaczął tę wodę nosić najbardziej potrzebującym.  Z czasem zapomniano jak ma na imię a nazywano go zwyczajnie Dźwigowym – od dźwigania pełnych wody wiader. Zrozumiał też, że o ile przy noszeniu wody trzeba zachować równowagę, to w życiu powinno nas „znosić” na Boga.  A swoją wielkość odkrył w słowach -   „kto poda kubek wody w imię moje…”


piątek - 10 grudnia
Wełana i Śnieżka. Najlepsze owce w stadzie Jakuba. Można powiedzieć owcze arystokratki, z rodowodem.
Nie wywyższają się. Skubią trawę tak jak inne. Nie kręcą przy tym mordą. Nie wybrzydzają. Spokojne i dystyngowane.
Lubią truchtać do fryzjera (jak to damy). Dają najlepszą wełnę - miękką i cieplutką. Akurat na kocyk dla Dzieciątka.


czwartek - 9 grudnia
Pasterz Jakub. Miłość do owiec odziedziczył po ojcu - wielkim bieszczadniku.
Jest pasterzem w starym stylu. Nie akceptuje hodowli owiec na przemysłową skalę. Dla niego nie liczy się zysk za wszelką cenę.
Imponuje młodym. Nie tylko pasterskim rzemiosłem, ale także stylem życia. Mówią, że gdyby w Sevres chciano mieć wzorzec pasterza, to byłby to Jakub.
Sam ciągle szuka własnego wzorca do naśladowania. Jako pasterz i po prostu jako człowiek.
Do groty poszedł na polecenie Anioła Giordano. Ucieszył się, że nareszcie Dobry Pasterz przyszedł na świat.


środa - 8 grudnia
Anioł Giordano. Miał się udać do Holland, a trafił do Poland. A przecież był w Betlejem. Co prawda nie w grocie przy narodzeniu Mesjasza, ale na pastwisku owiec. Razem z kolegami aniołami zwiastował pasterzom radość wielką.
Inni, ważniejsi aniołowie, mieli bardziej eksponowane zadania, byli posłani do Sanhedrynu, do uczonych w prawie, do elity faryzejskiej i na dwór samego Heroda. Giordano został posłany do plebejuszy bez znaczenia. Ale tylko oni posłuchali aniołów.
Jest skromny, nie ma wielkich wymagań i wszystko go cieszy. Dobry kumpel.


wtorek - 7 grudnia
Czesiek. Tak właściwie to znajomi nazywali go Czerstwy Czesiek, ze względu na to, że między pomysłem na coś a wykonaniem, mijało tyle czasu, że świeże pieczywo zmieniało się w czerstwe.
Na wszystko miał czas. Ostatni wychodził do szkoły i ostatni z niej wracał. To on był pierwszym, którego dowcipy zaczęto nazywać sucharami.
Wybierając się  do  Betlejem, tak długo myślał nad darem dla Dzieciątka, że wszystko o czym pomyślał wzięli już inni.
Zabrał więc ze sobą kilka kawałków drewna, by z nich wystrugać zabawkę dla Jezuska. Może osiołka albo Pinokia? Ale co z tego, skoro nie mógł się zdecydować jaką. Siadł więc niedaleko ogniska i dorzucał drew wyliczając: osiołek – Pinokio, Pinokio – osiołek.  I zabrakło drewna na osiołka lub Pinokia. Było tylko jasno i ciepło.


poniedziałek - 6 grudnia
Grześ. Wygląda trochę jak św. Mikołaj. Ma na plecach worek, ale bez prezentów. Kij, którym się podpiera, też nie wygląda jak pastorał. Ale nie ma co wydziwiać. Mikołaj jest tylko jeden, tak samo jak matka.
Grześ miał wielkie marzenia, chciał dokonywać wielkich czynów, ale niestety inni go ubiegli. Chciał przenosić ludzi przez rzekę, ale tym zajął się  Krzysztof. Smoki już wcześniej wybił Jerzy.
Z czasem zrozumiał, że wielkie dzieła nie muszą być ogromne. Niekiedy  to, co wielkie ma początkowo skromne wymiary. Jak na przykład ziarenko gorczycy. Nie miał takiej wiary, by przenosić góry, ale miał na tyle krzepy, by nosić piasek. Komuś na budowę, dzieciom do piaskownicy, w zimę do posypania drogi.  I to co miał, postanowił ofiarować Dzieciątku. Nie zauważył jednak małej dziurki, przez którą sypał się piasek znacząc drogę do Betlejem. I to był jego największy dar dla Jezusa, dzięki któremu inni też mogli znaleźć Mesjasza.


niedziela - 5 grudnia
Wujek Hanek. W zasadzie to ujek Hanek, bo tak go wszyscy nazywają. Jakoś tak się utarło.
Robił na grubie przez wiele lat. Poszedł na wcześniejszą emeryturę. Chciał się zająć innowacyjnymi technologiami (najlepiej coś z komputerami), ale zaczął hodować owce. I tak już zostało.
Praca nie jest łatwa, ale nie narzeka. Dużo przebywa na łonie natury. W końcu może patrzeć w niebo.